Chamstwo vs. kultura: dlaczego wciąż przegrywamy z „Edkiem”?

Czy zdarzyło Wam się kiedyś ustąpić komuś tylko dlatego, że był bardziej agresywny, głośniejszy i kompletnie pozbawiony skrupułów?
Jeśli tak, to doskonale zrozumiecie dramat bohaterów opowiadania „Górą Edek” Marka Nowakowskiego.
Starcie dwóch światów na ciasnym parkingu
Fabuła jest banalnie prosta, a przez to tak przerażająca. Ciasny parking, peerelowskie blokowisko w tle i zablokowany wyjazd. Z jednej strony mamy inteligenta – kulturalnego, ale biernego. Z drugiej – tytułowego Edka, kierowcę starego Forda, który za nic ma zasady współżycia społecznego. Liczy się dla niego tylko „tu i teraz” oraz jego własna wygoda.
W tej konfrontacji argumenty logiczne i uprzejmość przegrywają z prymitywną siłą i bezczelnością. Edek wygrywa, bo nie gra fair. A najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że inteligencja, zamiast postawić opór, potulnie się wycofuje, kwitując porażkę wymuszonym uśmiechem.
Dlaczego „Edek” wciąż wygrywa?
Nowakowski nie krytykuje samego Edka – on jest, jaki jest. Prawdziwym ostrzem krytyki autor uderza w bierność "ludzi kulturalnych". To opowiadanie to przestroga przed kapitulacją wobec chamstwa. Ustępując „Edkowi” dla świętego spokoju, oddajemy mu panowanie nad naszą przestrzenią.